smpleat logo

Festiwal Azjatycki we Wrocławiu: hoisin chicken, tteokbokki, chińskie pierogi na parze i corndogi

Wydarzenia·

11 Maj 2025

Nigdy nie byliśmy mistrzami jedzenia na mieście, a wrocławską gastronomię poznajemy w dużej mierze przez jedzenie na dowóz. Ostatnio dodatkowo rzeczywistość z małym dzieckiem sprawia, że jemy na mieście jeszcze rzadziej, niż dotychczas...

Dlatego jak usłyszałam, że w naszym mieście planowany jest Festiwal Azjatycki, w weekend, który akurat mamy wolny, w miejscu, do którego mamy dobry dojazd, to nie mogłam odpuścić takiej okazji. Mąż pod pachę, bobas w wózek i lecimy spróbować czegoś ciekawego!
Festiwal Azjatycki we Wrocławiu: hoisin chicken, tteokbokki, chińskie pierogi na parze i corndogi

Pierwsze okrążenie, czyli hoisin chicken i tteokbokki

Festiwal Azjatycki odbywał się 09-11.05.2025 na placu Wolności przy Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Generalnie pierwsze moje wrażenie było takie, że festiwal jest dość spory, stoisk było naprawdę dużo, a ich oferta różnorodna.

Oprócz samego jedzenia można było zaopatrzyć się w alkohole (w tym dość niespotykane trunki importowane z Japonii i naprawdę szeroką - nawet jak na wrocławskie standardy - ofertę trunków koreańskich). Między nimi nieśmiało prezentowały się polskie browary, jednak my akurat nie byliśmy tam, żeby napić się piwa. 😉

Jeśli chodzi o jedzenie, wybór był spory: masa makaronów, bułeczek, bao, pierożków, czy placków. Oprócz tego można było znaleźć sushi, kimbap, ramen, japchae, tteokbokki, corndogi. Generalnie pełen przekrój, więc teoretycznie każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
A jak było w praktyce? Miałam ochotę na makaron, ale choć do wyboru było wiele pozycji, większość z nich to były gotowe dania przygotowane wcześniej i wystawione w bemarach.

Mój wybór padł na hoisin chicken, czyli łagodnego kurczaka w ciemnym, sojowym sosie, który był dodatkowo z orzeszkami i na życzenie posypany świeżą kolendrą.

Sam makaron był taki, na jaki miałam ochotę - gruby i sprężysty z oblepiającym go, smacznym sosem z przyjemnym chrupem a to orzeszka, a to zieleniny. Jednak jak można się domyślić, leżakowanie w bemarze mu się nie przysłużyło. Byliśmy na festiwalu niedługo po otwarciu - obawiam się o jego kondycję pod koniec dnia. 😉
Mąż z kolei zdecydował się na swoje ulubione tteokbokki, czyli kluski ryżowe w ostrym sosie.

Sos nie był typowym sosem do tteokbokków na bazie pasty gochujang, był intensywnie różowy, z dość nietypowym dodatkiem mleczka kokosowego, przez co troszkę smakował jak curry. Była na stoisku opcja, by zażyczyć sobie wariant ostry, więc jako osoba zaprawiona w bojach z koreańskim jedzeniem, mój mąż nie omieszkał z niej skorzystać. Według obsługi - poziom zabójczo ostry, według nas mocno tak sobie. Mnie osobiście przerasta już koreańska zupka buldak, a to danie było zaskakująco zjadliwe nawet dla mnie. 😉

Ogólnie jednak była to chyba najlepsza rzecz, jaką tam zjedliśmy i chętnie podkradłabym patent na ten mniej ostry sos, bo ukochana przez męża gochujangowa klasyka to dla mnie czysty ogień. 😂

Druga rundka, czyli "oryginalne chińskie pierogi" i corndog

Przy drugim okrążeniu bardzo chcieliśmy zjeść coś robionego na świeżo, tym razem nie z bemara. Wybór padł na "oryginalne chińskie pierogi" (cokolwiek to oznacza, bo na stoisku niestety nie było informacji, jakie dokładnie są to pierogi 😂) i klasykę streetfoodu, czyli corndoga.

I zaczynając od corndoga, to niestety był nasz największy zawód na tym festiwalu. Zdecydowaliśmy się na wariant z serem i za dość wygórowaną cenę nie było to nic szczególnego - ani jakość parówki nas nie powaliła, ser był ciągnący, ale średnio smaczny, a panierka nawet nie stała obok "chrup".
Natomiast pierożki, dla kontrastu, były całkiem przyzwoite i mogłyby konkurować z tteokbokkami o naszego faworyta w tym zestawieniu. Zrobione na świeżo w bambusowym parowarze, z delikatnym ciastem i soczystym wnętrzem, podawane z sosem sojowym lub delikatnie ostrym sosem. Do wyboru było wiele wariantów nadzienia, my zdecydowaliśmy się na wieprzowinę z shiitakami i było smacznie... choć brakowało mi trochę orientalnego "twista" w tym wszystkim.

Podsumowując, nie było to wyjście życia i degustacja, jaką zapamiętamy na długo. Miło jednak było wyskoczyć z domu i popróbować azjatyckich różności w nieco piknikowym klimacie. 😊

A jeżeli chcecie zobaczyć jeszcze kilka kadrów z samego festiwalu, zerknijcie na relację na naszym instagramie.