Gierkrówka, czyli wołowina najwyższych lotów i nasze epitafium o Tomku Jakubiaku
W jednym z nich z 2019 roku serdecznie polecał on miejscówkę z sezonowaną na sucho wołowiną przy starej "gierkówce", czyli trasie DK1 między Warszawą, a Katowicami. Ta polecajka wywołała w nas tak dziką chęć spróbowania ich kuchni, że wykorzystaliśmy pierwszą okazję, by się tam zjawić. I przepadliśmy z kretesem.
I w tym roku przy okazji powrotu z Krakowa postanowiliśmy tam wrócić...

Kilka słów o Gierkrówce, czyli wołowina sezonowana na sucho
Gierkrówka to istniejąca już ponad dekadę restauracja skupiająca swoje menu wokół wołowiny. To jedna z nielicznych restauracji w Polsce sezonująca wołowinę na sucho, a na pewno jedna z pierwszych, która robiła to "zanim to było modne". Jest to niezwykle długotrwały proces, który jednak wybija wołowinę na zupełnie inny poziom - staje się ona krucha, soczysta, maślano-orzechowa i niezwykle bogata w smaku i aromacie. Jest to coś wyjątkowego, niedostępnego w przeciętnym sklepie dla przeciętnego "Kowalskiego".
Co więcej, w Gierkrówce sezonują w specjalnych szafach, a sezonującą się wołowinę można obejrzeć na miejscu, bo właściciele nie kryją się z nią w kuluarach, a szafy stoją po prostu na sali.

Takie podejście do wołowiny i niezwykła pasja właścicieli sprawiły, że restauracja była wielokrotnie wyróżniana w różnych mediach. Od polecenia Tomka Jakubiaka, dzięki któremu do niej trafiliśmy, przez rekomendację Magdy Gessler, po wylądowanie na liście Poland 100 Best Restaurants przez kilka lat. Właściciele także tym nieomieszkają się chwalić - i bardzo dobrze, bo naprawdę jest czym!
Aktualne menu restauracji to głównie steki sezonowane na sucho (28/60 dni) i na mokro oraz burgery (smash oraz klasyczne). Oprócz tego znajdziemy tam kilka przystawek (tatara, carpaccio), kanapek (w tym pastrami i reubena) oraz dania innej maści - obiadowe, zupy, dodatki. Na mój gust trochę tego za dużo, ale z drugiej strony jeżeli wybierzecie się z kimś, kto nie jest takim fanem krówki jak Wy, z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Oda do tatara, czyli zdecydowanie jeden z lepszych tatarów, jakie jadłam
Z tatarem jestem ostrożna. Bo z tatarem jest jak ze śledziami - albo są cudowne, albo nie da się tego zjeść. Jednak gdybym chciała kogokolwiek do tatara przekonać, to zabrałabym go do Gierkrówki. Wykładamy zatem 55 złotych na stół i wybieramy się w tatarową podróż.
Niby prosta sprawa - siekana polędwica, żółtko, ogór, cebula, pieczarka, kapka musztardy. Ale jakość składników robi tutaj taką robotę, że ten tatar to jest absolutne mistrzostwo świata. Jeden z najlepszych jakie jadłam, serio.
Ale to nie koniec. Ów tatar występuje w zestawie z ciepłymi jeszcze bułeczkami i rozpływającym się na nich masełkiem. Nie sposób się oderwać, jest to zestaw po prostu doskonały.

Bezbłędne steki, nawet dla wyjątkowo kapryśnego klienta
"Polędwica dobrze wysmażona" - te słowa sprawiły, że na chwilę zamarłam, no przecież to nie może się udać. A jednak. Chapeau bas i głębokie pokłony dla osób na kuchni, które stanęły na głowie, by niemożliwe stało się możliwe. Polędwica, wbrew moim obawom, nie była ani troszkę przeciągnięta, nadal miękka i pyszna. Oczywiście, że byłaby lepsza nieco mniej wysmażona, ale życzenie klienta było jakie było.
W cenie 34 złotych za 100g otrzymujemy kawał dobrego mięsa, ziołowe masełko, grubą sól i doskonałe jakościowo frytki.

Obiadowa klasyka, czyli rolada wołowa z kluskami i kapustą
Pora na pozycję obiadową, na którą padł wybór mojej mamy: rolada wołowa z kluskami śląskimi, czerwoną kapustą i sosem pieczeniowym. W cenie 55 złotych otrzymujemy zestaw z uczciwie podaną w menu gramaturą 570g.
Klientela trafiła się dość wymagająca, bo zrazami wołowymi mojej mamy zajada się cała rodzina. I ów klientela wyszła zadowolona. Rolada była dobra, kluski sprężyste, sos uczciwy, kapusta przyjemna. Nic od czego by spadły kapcie, ale klasyka obiadowa w najlepszym wydaniu. Uczciwa porcja, ładnie podane, niczego nie można się czepić.

Miało być pastrami, wyszły hamburgery z dzika
Mimo że kompozycja jak na nasze proste gusta jest dość przekombinowana (szparagi, cebula czerwona, pieczony burak, majonez szparagowy, boczek, taleggio i cykoria), całość wyjątkowo dobrze się komponowała, a dzik sam w sobie był bezbłędny.
W cenie niewygórowanych 48 złotych otrzymaliśmy burgera na chruście z ziemniaków. Oczywiście pojawiło się kilka śmieszków, że podali nam pieczone skórki z ziemniaków, ale naprawdę było to smaczne. No i dla nas wszystko było na swoim miejscu - dzik z lasu, chrust z lasu, wszystko gra.

