smpleat logo

Japońskie słodycze: kasztanowy KitKat mont blanc, melasa z soją, kultowe Milky, Pocky i matcha

Produkty·

1 Cze 2025

Konnichiwa! 🇯🇵

Z okazji dnia dziecka kolejna paczka kolorowych japońskich słodyczy już rwie się do opisania. 🎉 Mamy w niej kilka klasyczków, jak kultowe mleczne karmelki, czy czekoladowe ciastko z płatków, ale też kilka nietypowych smaków, których próżno szukać na polskich półkach sklepowych. No bo czy widzieliście kiedyś coś o smaku kasztanowego deseru mont blanc albo syropu melasowego z prażoną mąką sojową?
Japońskie słodycze: kasztanowy KitKat mont blanc, melasa z soją, kultowe Milky, Pocky i matcha

Karmelki z historią, czyli Fujiya Milky w dwóch odsłonach

Cukierki Milky to popularne w Japonii karmelki słynące z dobrej jakości składników: są zrobione z użyciem wody źródlanej z podnóża góry Fuji i mleka kondensowanego z Hokkaido.

Są to słodycze z wyjątkowo długą historią - w przyszłym roku będą obchodziły swoje... 75(!) urodziny. Można przez to w Internetach znaleźć wiele starych reklam, a najstarsza, jaką udało mi się znaleźć pochodzi z 1983r.

Dziewczynka, którą widzimy na opakowaniu, to oficjalna maskotka firmy Fujiya, czyli Peko-chan z charakterystycznymi warkoczykami i uśmiechniętą buzią. Jak widzicie, kawał historii. Rodzi się zatem pytanie, czy za popularnością tych karmelków stoi ich smak, czy lata sentymentu?

Karmelki mają konsystencję dość twardej krówki albo mamby, ale po krótkiej chwili szybko miękną i dają się przeżuwać bez problemu.

Smak klasyczny jest bardzo delikatny, mocno mleczny, nieprzesłodzony. Rzeczywiście czuć mleko kondensowane, jednak w przeciwieństwie do naszych słodzonych mlek, cukier nie zabija tutaj samej "mleczności" w smaku. Karmelki pozostawiają uczucie niedosytu, więc od razu chce się sięgnąć po kolejnego.

Smak winogronowy budzi mieszane uczucia. Mój mąż był bardzo na nie, jednak ja od razu czuję tutaj nutę ciemnych winogron, takich jak z ogródka, a nie klasycznego u nas smaku białych winogron. Mleczność ucieka tutaj zdecydowanie na drugi plan i robi bardziej za tło. Mi smakuje, ale ja uwielbiam ogrodowe winogrona i cieszy mnie, że w japońskich słodyczach to właśnie te winogrona są bardziej popularne, niż białe - tak jak u nas.

Wafelki o smaku kasztanowego deseru mont blanc, czyli kolejna odsłona KitKatów od Nestlé

Sezonowe KitKaty to japoński fenomen, który bardzo lubię, bo mamy dzięki temu możliwość spróbowania tak odstrzelonych smaków tych kultowych wafelków, jakie tylko możemy sobie wyobrazić. I oto wielki powrót edycji jesiennej z 2021 roku, czyli smak deseru kasztanowego Mont Blanc (w Japonii モンブラン, czyli monburan) z lekką nutą rumu.

Mont Blanc to deser, który przygotowuje się z gładkiego purée z jadalnych kasztanów, które przeciska się na kształt góry (stąd nazwa) z cienkiego makaronu. Wygląda to obłędnie, a sądząc po sposobie przygotowania, w smaku powinniśmy się spodziewać nienahalnej, bogatej i nieoczywistej słodyczy.

Niestety, możemy się lekko zawieść. Zamiast ciekawej, zbudowanej słodyczy... dla mnie w tych wafelkach jest "po prostu" słodycz i to w dodatku zbyt dużo. Wafelki są wręcz mdło słodko-słodkie ze słodkim wnętrzem, słodką otoczką z białej czekolady i bez niczego, by to przełamać.

Producent zaleca je do kawy i muszę przyznać, że o ile same wypadają tak sobie, to w tym duecie grają nadzwyczaj dobrze. Jak ta słodycz troszkę się rozejdzie, wychodzą jakieś ciekawe nuty spod spodu, które zapewne odpowiadają (oprócz wyglądu oczywiście) za sukces samego francuskiego deseru. Dobre, ale tych ciekawych nutek chciałabym tutaj zdecydowanie więcej.

Ptysie ryżowe o smaku syropu kuromitsu i prażonej mąki sojowej kinako - Funwari Meijin od Echigo

"O smaku CZEGO?!" - dokładnie taka była moja reakcja, jak pierwszy raz przeczytałam opis. No przecież, że musiałam tego spróbować, nie ma opcji. 😂

Rozszywrowując ten tajemniczy slang w telegraficznym skrócie - syrop kuromitsu (黒蜜, czyli w dosłownym tłumaczeniu "czarny miód") to japoński syrop z cukru trzcinowego podobny do melasy, jednak rzadszy i dużo delikatniejszy w smaku. Jest używany do wielu tradycyjnych japońskich słodyczy ze względu na swoją bogatą, nietypową słodycz, dużo mniej "płaską" od zwykłego cukru.

Kinako (黄粉, czyli dosłownie "żółta mąka" lub "żółty proszek") to z kolei uprażona mąka sojowa, równie lubiana w tradycyjnych słodyczach japońskich jako posypka lub otoczka.

Pierwszy kęs - otwieram oczy szeroko ze zdziwienia, bo ptysie mają taką konsystencję, że w ustach rozsypują się na drobny piasek. Drugi kęs - otwieram oczy szeroko ze zdziwienia, bo smak jest tak nieoczywisty, że nie mam pojęcia jak go opisać. Cokolwiek wspominałam dzisiaj o "bogatej i nieoczywistej słodyczy" - tego jest tutaj aż zanadto.

Całość jest bardzo bogata, słodka, orzechowa, z lekkim posmakiem, który znamy doskonale z sosu sojowego. Wciąga mnie to jak czarna dziura, próbuję rozszyfrować ten smak, ale ma w sobie tyle wartw, że za każdym razem czuję coś innego. Totalnie przepadłam i choć wolę raczej na słono, niż na słodko - syrop kuromitsu i kinako są czymś, z czym zdecydowanie będę musiała poeksperymentować.

Kakaowe ciastka o mocnym smaku zielonej herbaty matcha - Meiji Rich

Jako psychofanka matchy bez większego oporu uległam pięknie zapakowanym ciasteczkom, które na pierwszy rzut oka wyglądają trochę jak herbaciane Oreo.

Zgrabny kartonik po otwarciu prezentuje instrukcję, w jaki sposób delektować się smakiem ciastek przy pierwszym, drugim i trzecim kęsie, a w środku dostajemy trzy pakuneczki po dwa ciasteczka w każdym. No ale dobrze, do rzeczy - wyciągamy, otwieramy, czas się wgryźć.

W smaku od razu uderza nas bardzo mocny smak herbaty matcha - dla fanów (jak ja) to dobrze, jednak jeżeli ktoś nie przepada za tym smakiem, to pewnie w tym momencie skrzywi się w niesmaku, próbując.

Smak jest naprawdę bardzo intensywny, porównywalny do tradycyjnie utrzepanej miotełką (chasenem) matchy, takiej z pianką, o intensywnie zielonym kolorze i mocno "trawiastym" smaku. Dla mnie jest to przyjemne doświadczenie, z rzędu tych, jak zapach lasu po deszczu, świeżo skoszonej trawy albo mchu. Japońska herbata ma to samo, tylko w smaku.

Kakaowe ciastko w niczym nie przypomina konsystencji ciasteczka Oreo, a bardziej zwykłe, kruche ciasteczko. Na samym początku w zasadzie nie istnieje, będąc totalnie przytłoczone przez zalewającą nasze kubki smakowe herbatę. Dopiero po kilku kęsach zaczyna być lekko wyczuwalne, ale cały czas robi w zasadzie za tło tej historii. Ciekawostka - pokrywa się to mniej więcej z tym, co pisze producent o delektowaniu się smakiem pod klapką opakowania.

Bez mała 50-letnie czekoladowe ciastko kukurydziane czyli Nissin Crisp Choco

Tak, Japończycy kochają chwalić się długą historią swoich słodyczy i czekoladowe ciastko Crisp Choco od Nissin dumnie dołącza do tego grona. Na rynku od 1978 roku, czyli ma już bez mała 50 lat na swoim słodyczowym karku.

Takiej formy czekolady czy ciastka jeszcze u nas nie widziałam - wygląda jak skrzyżowanie babki ze swoistą "mini-pizzą" podzieloną dla wygody na osiem kawałków. W smaku jest to po prostu bardzo dobre czekoladowe ciastko, ekstremalnie chrupkie, o ciekawej konsystencji. Wydaje mi się, że większości osób lubiących słodycze i czekoladę mogłoby posmakować.

Słony karmel "po zimowemu", czyli Pocky Fuyu no Kirameki od Glico

Tak, tak, sezonowy fenomen nie tyczy się tylko KitKatów. Kultowe paluszki Pocky z dumą stają w szranki o największą ilość sezonowych smaków. Próbowaliśmy już kilku klasyczków - tym razem wpadła mi w ręce limitowana edycja zimy 2024/2025, czyli słony karmel. Pocky praktycznie każdej zimy wydają jakiś limitowany czekoladowy smak, tak było i w tym roku w przypadku Fuyu no Kuchidoke (dosłownie: "zimowe rozpływanie się w ustach"), czyli wariantu grubo pokrytego proszkiem kakao.

Mnie jednak bardziej zainteresował drugi smak limitowany czyli Fuyu no Kirameki, oznaczający dosłownie "zimowy blask". Jednak jest to specyficzny rodzaj błyszczenia - "kira kira", czyli taki, który znamy z brokatu, blasku wody lub mieniącego się zimą śniegu. W zamyśle producenta mamy tu bogatą, karmelową polewę i "mieniące się kryształki soli", które mają przypominać nam śnieg. Brzmi bosko... ale producenta chyba poniosła nieco ułańska fantazja, bo czy widzicie gdzieś blask śniegu w tych paluszkach? 😂 To dobre, karmelowe paluszki. I tyle.