Japońskie słodycze - melonowo-chrzanowe KitKaty, słone śliwki, masło z rodzynkami, matcha i owoce
Niezmiennie fascynuje mnie japońska kreatywność w wymyślaniu nowych smaków i reinterpretacji tych już istniejących w coraz to nowszych odsłonach, bardziej wymyślnych formach i teksturach. Wskakujesz ze mną w wagonik jadący wprost do kolejnego rozdziału tej opowieści?

Kolorowe Kitkaty o smaku chrzanu wasabi i melona
Pierwsze słodycze w dzisiejszym zestawieniu są kolejnym prezentem, który przyleciał do mnie z Japonii od kreatywnej koleżanki Maryś. Zgrabny, zielony pakuneczek na pierwszy rzut oka nie zwiastuje nic niezwykłego, jednak wystarczy przyjrzeć się bliżej by dostrzec niepokojąco wyłaniające się z boków korzenie chrzanu i dojrzeć wytłuszczoną hiraganą napis わさび (wasabi).
Tak, Kochani, to są KitKaty o smaku wasabi, tego ostrego, zielonego chrzanu, który zazwyczaj asystuje nam przy wsuwaniu sushi i wychodzi nosem wywołując łzy w oczach, gdy nieopacznie nałożymy go za dużo. Szczerze? To jest ten moment kiedy zaczynam się bać i nerwowo przełykam ślinę, odkładając moment spróbowania tegoż cuda.

Niuch niuch, pachnie słodko. Pierwszy nieśmiały gryz - nic nie idzie nosem. Drugi, śmielszy już gryz: mamy mocno słodkiego batona z lekką zaledwie nutką wasabi, jednak bardzo charakterystyczną - z pewnością nie do pomylenia z czymkolwiek innym lub ze zwykłym chrzanem. Melonowy wariant jest z pewnością nieco mniej abstrakcyjny, z racji, że melon po prostu pasuje do słodkich rzeczy. W słodkiej bazie mamy tam więc mocno wyczuwalnego melona - i żałuję, że ten smak nie jest w Polsce popularny.
Jednak jak w przypadku większości KitKatów (np. ostatnio próbowanego kasztanowego Mont Blanc) są one dla mnie po prostu zbyt słodkie, co trochę "wygubia" ich nietypowe smaki - a szkoda.

Limitowana wiosenna edycja groszkowych chrupek Tohato o smaku śliwek ume nankō
Otsumami (おつまみ) to japońska nazwa przekąsek, które zazwyczaj podaje się do alkoholu. Wśród nich zdecydowany prym wiedzie edamame (枝豆) czyli młode strączki fasoli, senbei (煎餅) czyli ryżowe krakersy, prażone ziarna groszku, a także różnego rodzaju orzeszki i chrupki.
Wśród chrupek znajdziemy kultowe chrupki Tohato, które na tle innych chrupek wyróżniają się tym, że są wykonane w całości z zielonego groszku. Sprawia to, że mają charakterystyczny, bogaty, słodkawy smak i unikalną teksturę, a biorąc pod uwagę japońskie przyzwyczajenia smakowe - stanowią dzięki temu idealną przekąskę do piwa.

Wiosenna, limitowana edycja według deklaracji producenta ma uraczyć nas niezwykle harmonijnym połączeniem smaków: tuńczyk bonito ma nadać chrupkom wyrazistego umami, natomiast śliwki - orzeźwiającej nuty owocowej. Nie są to też byle jakie śliwki - mówimy o "kiszonych" z dodatkiem shiso, czyli pachnotki, śliwkach ume nankō, czyli jednej z najsłynniejszych odmian uprawianej w prefekturze Wakayama (region Kishū).
A jak jest w rzeczywistości? W moim odrzuciu rzeczoną "niezwykłą harmonijność"zupełnie dominuje silny smak pachnotki, choć ja shiso uwielbiam i zupełnie mi to nie przeszkadza. Słodki, groszkowy chrupek idealnie pasuje do słoności i miętowo-kwiatowego charakteru pachnotki - wsuwam, aż mi się uszy trzęsą.

Pralinki o smaku masła z rodzynkami od Meito
Niech nie zmyli Was opakowanie - to na co patrzycie, to nie jest owiany niezwykle złą sławą w Polsce serniczek z rodzynkami, a najprawdopodobniej Marusei Butter Sandwich, który jest popularnym prezentem przywożonym z Hokkaido. Nie ukrywam, że nieco dzięki temu odetchnęłam z ulgą, bo sernika z rodzynkami nie cierpię. 😅
W paczuszcze mamy osobno pakowane - jak w większości japońskich słodyczy - pralinki, które na grafice wyglądają tak, że aż ślinka cieknie. Widać typową dla japończyków zabawę teksturami - kremowa czekolada, chrupiący herbatnik, lejące się wnętrze. Zobaczymy, jak ma się to do rzeczywistości.

Już po zapachu czuję, że będzie dobrze. Pralinki pachną podobnie do naszych bombonierek w typie "wiśnia w likierze", jednak zamiast wiśni mamy tutaj rodzynki, a zamiast likieru - rum. Doszukując się w składzie można zresztą ten rum dojrzeć, co czyni pralinki opcją raczej dla starszych konsumentów.
Wgryzamy się i mamy rzeczywiście mocną zabawę teksturą. Kremowa czekolada? Jest. Płynne wnętrze? Odmeldowuje się. Herbatnik chrupie? Chrupie. A jak smakuje? Jest rewelacyjnie. Czekolada nie za słodka, dobrej jakości. Herbatnik maślany, sypie się w piasek. Słodkie, trochę "kinderkowate" wnętrze przełamane rodzynkami w rumie - sztos!

Redefinicja owocków, czyli pomarańczowe galaretki konjac i mleczne karmelki o smaku truskawej Amaou
Orihiro Purunto to kolejne galaretki konjac, tym razem o nieco bardziej klasycznym, owocowym smaku.
W paczce znajdziemy całą armię malutkich saszetek "na raz" ze znaną nam już, nietypową, wyjątkowo zwartą i satysfakcjonującą w konsystencji galaretką.
Smak pomarańczy jest delikatny, ale bardzo autentyczny, bez wyczuwalnej chemii czy sztuczności. Bardzo przyjemna, niskokaloryczna przekąska.

Druga pozycja z owockiem w tle, to mleczne karmelki o smaku truskawek od firmy Morinaga. Mleczne karmelki tej firmy obchodziły w zeszłym roku swoje 111 urodziny, więc jest to kolejna do naszej kolekcji przekąska z robiącą wrażenie historią.
Wrażenie robi też główny składnik, bo nie jest to "jakaś tam" truskawka, tylko zwana w Japonii "królową truskawek" odmiana Amaou- większa i słodsza niż większość światowych truskawej, choć akurat w Polsce mamy do truskawek duże szczęście. 😉
Na pierwszy rzut oka karmelki wyglądają troszkę jak nasze rodzime Iryski, jednak nie dajcie się zwieść. Konsystencja jest zupełnie inna, gumowata, przypominająca bardziej miękką "Mambę", niż Iryski. W smaku są mocno mleczne, słodkie, zaskakująco uzależniające.

Moja ulubiona matcha po raz enty, czyli herbatniki Tohato Harvest
I na - ekhem - deser, moja ulubiona matcha, tym razem w limitowanych herbatnikach od firmy Tohato.
Same herbatniki Tohato są produkowane już od prawie pięćdziesięciu lat (a dokładnie od 1978 roku) i szczycą się nietypowym procesem produkcji. Herbatniki te składają się z licznie nakładanych na siebie, a następnie rozwałkowywanych i wypiekanych warstw ciasta, przy czym mają zaledwie 3 mm grubości. Producent deklaruje, że niezwykły proces produkcji sprawia, że są wyjątkowo lekkie, chrupiące i łamliwe.

Jak jest naprawdę? Producent niewiele mija się z prawdą i pakowane pojedynczo ciasteczka rzeczywiście są jak cieniutkie i kruchutkie maślane ciasteczka. Dodatkowo upstrzone lśniącym, cukrowym brokatem o teksturze trochę podobnej do papieru ściernego są naprawdę dziwnym doznaniem na języku.
Jak na japońskie zabawy teksturą przystało, między kruchymi warstwami grubości niemalże papieru musi być miękki, maślany wręcz krem. Czuć doskonałą jakość matchy z Uji w Kioto (czyli regionu znanego z zielonej herbaty właśnie), czekolada jest bez szału, ale nie przyćmiewa głównej gwiazdy i nie psuje ogólnego dobrego wrażenia. I tym niezwykle satysfakcjonującym chrupnięciem żegnam się z Wami na dziś i do zobaczenia przy okazji kolejnej paczki z japońskimi słodyczami!

